Po niemałych perturbacjach dojechali nareszcie do Rowville, gdzie zgodził się ich przyjąć ksiądz chrystusowiec rodem z Cieszyna. Czekali przed domem kilka godzin, aż nareszcie…
„Z głębokiego letargu i depresji wyrwał nas niespodziewany przyjazd białego Chevroleta.” – pisze mój Tata.
„Po kilku godzinach przyjeżdża pod dom czerwonym holdenem starszy już nieco ksiądz Franciszek.” – relacjonuje pan Bogdan Kwiatek.
Mówimy o tym samym zdarzeniu, tym samym księdzu i… tym samym samochodzie!
***
Jakkolwiek relacje nie są zgodne co do marki i koloru samochodu, w obu nich ksiądz Franciszek Feruga jawi się jako człowiek niezwykle życzliwy, pomocny, serdeczny, “wielki człowiek, którego nam zesłała Opatrzność Boża” (pisał WG, czyli mój Tata, ale pan Bogdan pewnie by się pod tym podpisał).
Sprawdzam, czy Internet wie cokolwiek o istnieniu takiej Osoby. Chociażby zdjęcie jego “szerokiej słowiańskiej twarzy o łagodnym spojrzeniu” (WG). Znajduję niestety jedną jedyną stronę: Puls Polonii podaje tylko datę śmierci tego wielkiego Kapłana: 29 lipca 2012.

To idiotyczne – karcę sama siebie – udawać smutek po odejściu tego Człowieka. Przecież go nigdy na oczy nie widziałam, no i przecież wiadomo, że musi już od dawna nie żyć (będąc jeszcze żołnierzem II RP), a mimo to – kręci się łezka w oku…
(Potem znajduję również inne strony z większą ilością informacji.)
***
Tata zawsze wysyłał mi swoje artykuły mailem. Nigdy ich nie czytałam. Ale zawsze odkładałam do folderu, który z biegiem lat urósł do objętości ponad pół tysiąca plików. Teraz szukam czegoś o Piłsudskim, a tu w jednym z artykułów na dole taka adnotacja:

Tata to pisał ćwierć wieku temu. Do kogo? Czy adresat (adresaci) tej wiadomości jeszcze żyją…? Czuję się, jakbym dostąpiła jakiejś tajemnicy…





Leave a Reply