Poniedziałkowy Dół

Brzmi dziwnie, ale w Krakowie jest ulica o takiej nazwie.

I trochę tak jest dzisiaj u mnie.

Piszę o przylocie Ojca do Australii. 800 dolarów w kieszeni na dwumiesięczny pobyt, brak biletu powrotnego, brak pozwolenia na pracę, widmo ekstradycji. “Może jak mnie będą deportować z powrotem do Polski, to chociaż w kierunku wschodnim, tak żebym chociaż w ten sposób okrążył ziemię dookoła”…

Materiał niby ciekawy, ale ja się ciągle boję, żeby mi Czytelnik nie zasnął.

Samolot – jak samolot; Kwiatek – jak wkurzał, tak wkurza; kilometry uciekają jak uciekały… i dokładnie tak samo, jak uciekają milionom podróżujących dzisiaj Polakom. Nic szczególnego.

Kombinuję co zrobić, żeby tekst był cały czas ciekawy, ciągle na nowo zaskakiwał…

Ale sama dziś mam doła. Dzisiejsze testy nie wypadły zbyt dobrze. Diagnoza dziecka pozostaje. Chce się wyć.

Jak w tym stanie być pełnym werwy i entuzjazmu narratorem?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Share your love

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *