Czarna klawiatura. Biały ekran. W oczach strach.
Boję się. Boję się, że to, co napiszę, będzie nudne i po pierwszych trzech słowach uciekniesz, Czytelniku. Lepiej nie pisać nic.
Pewnie dlatego dokładnie tyle napisałam przez ostatnie dwa tygodnie. Nic. A chciałam pisać codziennie.
Ale chciałabym wreszcie uruchomić tę stronę, a nie może być na niej Nic. Musi być Coś.
I ja mam Coś. Czasami aż mnie rozdziera od wewnątrz od tego Coś. Na przykład siedzę kilka dni i wyszukuję jakieś informacje, dłubię, grzebię, uruchamiam wszystkie zasoby moich detektywistycznych zdolności i tego, w czym może pomóc mi internet. I potem euforia… dla mnie. Ale czy dla kogoś innego?
W tym tygodniu było trochę inaczej. Nic nie odkryłam. Przez dziesięć dni pisałam o Indiach. Było to o tyle proste, że sama w Indiach kiedyś byłam. Potrafię więc wnieść do tematu jakiś własny bagaż uczuć i doświadczeń. Poza tym teraz, w tym tygodniu, czytałam równocześnie sześć książek o Indiach. Wahałam się, czy nie lepiej przeczytać jedną do końca, zamiast ponagryzać kilka i żadnej nie skończyć. Ale zdecydowałam się właśnie na wielość perspektyw, czasów akcji, tras, doświadczeń, sylwetek charakterów.

Czytałam kilka? kilkanaście? sama nie wiem, ile artykułów Ojca. Trudno to tak naprawdę zliczyć…
Nie powiem Wam, co napisałam, bo strasznie sama nie lubię spoilerów… Może innym razem Wam coś powiem.
Na razie tylko chcę powiedzieć, że znów tu jestem. Za biurkiem. Od poniedziałku do piątku od 4:50 do 6, potem od 8:30 do 10 i jeszcze od 12… czasami godzinę, a czasami pięć. Różnie. Zawsze przed południem piszę, więc netto mam zawsze co najmniej 2 godziny. Po południu więcej czytam. Oglądam nagrania Taty. To tyle Wam chciałam powiedzieć.
Acha. Krowy! Oczywiście nie są bogate. Są święte, jak to w Indiach. Ale to już zbyt oczywiste, wyświechtane, a wiecie – trzeba przyciągać uwagę. Niekoniecznie o to też chodzi, by pisać prawdę. No i koniecznie muszę pamiętać o tym, żeby Nie Opisywać Wszystkiego!

Pa! Do następnego razu! Trzymajcie za mnie kciuki…





Leave a Reply