Dzisiaj znalazłam prezent dla mnie. Prezent sprzed ponad trzydziestu lat.
A było to tak.
Prezent przygotował dla mnie mój Tata, ale mi wtedy nie powiedział, bo sam jeszcze nie wiedział, że to dla mnie.
Tata nie żyje od ośmiu lat.
Tata był podróżnikiem. Jeździł po całym świecie, nagrywał filmy, pisał artykuły. Mnie zawsze kazał ten jego dorobek kontynuować.
Piszę książkę.
Ponieważ piszę o własnym ojcu, mam bardzo ułatwione zadanie – no nie? Mam jego artykuły, mam własne wspomnienia, wszystko jasne. Tylko siąść i napisać.
Nic prostszego! Przecież Ojciec pisał artykuły i pamiętniki, wszystko tam jest napisane. Ja muszę tylko powstawiać przecinki i poprawić błędy ortograficzne – myślicie zapewne. Ale, ale. Popatrzcie sami:
Fragment wspomnień z Ameryki Południowej, rok 1994:
“Gdy autobus stanął, miejscowy chłopak wziął mój plecak i podprowadził pod Ambasadę RP. Dzwonek, jeden, drugi, ale nikt nie otworzył, więc nie namyślając się podszedł pod bramę sąsiadującej Ambasady Belgii, wyciągnął klucze otworzył furtkę i wprowadził nas na dziedziniec. Po chwili „boy” przyniósł wodę mineralną, skorzystaliśmy z toalety i trochę odpoczęli. Po nieprzespanej nocy byliśmy bardzo zmęczeni i głodni. Gdy już chcieliśmy dziękować i starać się wejść do naszej Ambasady, pojawił się ten sam chłopiec i powiedział: „ ambasador czeka!” Ambasador Polski, Belgii? W obszernym hollu czekał wysoki, szczupły mężczyzna – książę Michał Czetwertyński, ambasador Belgii w Brazylii. Wspólna kawa, długa, miła rozmowa po polsku, trochę wspomnień z Polski, które przerwał telefon z Ambasady RP…”
A ja to czytam to i tak: ŻE CO??? Że jak niby? Ambasador. Belgii – Polakiem?! Polskim księciem?!? Skąd on się tam niby wziął?
Chciałabym w tej mojej książce o ojcu napisać o nim coś więcej, ale… Nic więcej nie ma! A czy to nie jest niezwykłe, że ambasadorem królestwa Belgii był Polak? Do tego jakiś książę? Jak on się tam znalazł? Jaka jest historia tego człowieka?
Jednak notatki mojego ojca nie dają więcej odpowiedzi. Jak on mógł więcej nic nie napisać o tym księciu!!! Nie ma o nim również nic w internecie. Szkoda!
W książce pozostanie zatem chyba jedynie wzmianka o pogawędce z polskim ambasadorem Belgii i tyle. Trudno. Łam sobie sam głowę, Czytelniku, skąd polski książę wziął się w belgijskiej ambasadzie w Brazylii.
Aż do dzisiaj. Bo dzisiaj… wkładam do czytnika płytę ze zgranych ostatnio kaset VHS. Włączam film z Brazylii, a tam po nagraniu wywiadu z Andrzejem Fidykiem (rozdział o Fidyku już gotowy) – film dokumentalny o Czetwertyńskich!
Oniemieję. Zamieniam się w słup soli. Oddech mi grzęźnie w gardle.
Szok. Nie wierzę własnym oczom i uszom. Toż to odpowiedź na moje pytania sprzed miesiąca! To Tata musiał nagrać kiedyś z telewizji Polonia.
Czuję się, jakbym na powrót była dzieckiem, jakbym właśnie niespodziewanie znalazła pod choinką nadprogramową paczkę z moim imieniem. Wokół kolędy, zapach barszczu i pierogów, mam we włosach wstążki, wszystko dokoła przestaje istnieć, cała rzeczywistość skupia się w tym momencie na zawartości tego pudełka, tego obrazu na ekranie… widzę siebie teraz przed ekranem i kilkuletnią siebie z niecierpliwością zdzierającą szary papier z prezentu od taty, połykam kolejne migawki filmu… to co jest w środku, zostało przygotowanie specjalnie dla mnie! Dokładnie na ten moment!




Leave a Reply